Blog Comments

0 comments

Blogs » News » LIFE-SAVING STATION

LIFE-SAVING STATION


  •  On a rocky seacoast where shipwrecks were frequent there was once a ramshackle little life-saving station. It was no more than a hut and there was only one boat, but the few people who manned the station were a devoted lot who kept constant watch over the sea and, with little regard for themselves and their safety, went fearlessly out in a storm if they had any evidence that there had been a shipwreck
    somewhere. Many lives were thus saved and the station became famous.
    As the fame of the station grew, so did the desire of people in the neighbourhood to become associated with its excellent work. They generously offered of their time and money so new members were enrolled, new boats bought and new crews trained. The hut too was replaced by a comfortable building which could adequately handle the needs of those who had been saved from the sea and, of course, since
    shipwrecks do not occur every day, it became a popular gathering place-a sort of local club. As time passed the members became so engaged in socializing that they had little interest in life-saving, though they duly sported the life-saving motto on the badges they wore. As a matter of fact, when some people were actually rescued from the sea, it was always such a nuisance because they were dirty and sick and soiled the carpeting and the furniture.
    Soon the social activities of the club became so numerous and the life-saving activities so few that there was a show-down at a club meeting with some members insisting that they return to their original purpose and activity. A vote was taken and these troublemakers, who proved to be a small minority, were invited to leave the club and start another.
    Which is precisely what they did-a little further down the coast, with such selflessness and daring that, after a while, their heroism made them famous.
    Whereupon their membership was enlarged, their hut was reconstructed and their idealism smothered. If you happen to visit that area today you will find a number of exclusive clubs dotting the shoreline. Each one of them is justifiably proud of its origin and its tradition. Shipwrecks still occur in those parts, but nobody seems to care much.


    THE PRAYER OF THE FROG

    Anthony de Mello


    STACJA RATOWNICZA
    Na skalistym brzegu, gdzie często można było spotkać wraki statków, kiedyś znajdowała się mała zrujnowana stacja ratownicza. Była to zwykła chatka, z jedną tylko łódką; garstka ludzi stanowiła załogę tej stacji. Byli pełni poświecenia, trzymając ciągłą obserwację na morzu, niewiele dbając o siebie i o swoje bezpieczeństwo, bez strachu idąc na ratunek w czasie sztormu, jeżeli tylko wiedzieli, że gdzieś nastąpiła katastrofa. W ten sposób ocalili wiele istnień ludzkich i stacja stała się sławna.
    Wraz ze wzrostem sławy, rosło również pragnienie ludzi z sąsiedztwa, by zaangażować się w tą wspaniałą pracę. Wspaniałomyślnie ofiarowywali swój czas i pieniądze, a więc przyjęto nowych ratowników, kupiono nowe łodzie i ćwiczono nową załogę. Chatynkę zastąpiono wygodnym budynkiem, który mógł sprostać potrzebom ofiar. Oczywiście, ponieważ katastrofy morskie nie zdarzają się co dzień, dom ten stał się popularnym miejscem spotkań, pewnego rodzaju miejscowym klubem. Czas mijał, a członkowie stacji byli tak pochłonięci życiem towarzyskim, że mało interesowali się niesieniem pomocy, choć nadal paradowali w opaskach, głoszących ich hasło o ratowaniu życia. W gruncie rzeczy, jeśli kilka osób zostało naprawdę ocalonych, zawsze było o to wiele szumu i niezadowolenia, że są brudni i chorzy, i że niszczą dywany i meble.
    Wkrótce towarzyskie zabawy klubu stały się tak liczne, a akcje ratunkowe tak rzadkie, że na jednym z posiedzeń klubu postawiono sprawę jasno — część członków nalegała, by powrócić do pierwotnych zadań i zajęć. Przeprowadzono głosowanie i ci podżegacze, którzy znaleźli się w mniejszości, poproszeni zostali o opuszczenie klubu i stworzenie nowej stacji.
    Tak też uczynili — trochę dalej, w dół brzegu i nieśli pomoc z taką samą odwagą i bezinteresownością, że po jakimś czasie ich bohaterstwo przyniosło im sławę. Wtedy członkostwo powiększyło się, chatka została przebudowana, a ich idealizm został stłumiony. Jeżeli będziesz przypadkowo odwiedzać te strony, znajdziesz dziś sporo ekskluzywnych klubów rozsianych wzdłuż brzegu.

    Każdy z nich jest dumny z swoich narodzin i tradycji. Katastrofy morskie wciąż się zdarzają w tych stronach, ale nie wygląda na to, by ktoś się tym przejmował.


    Modlitwa Żaby

    Anthony de Mello