Blog Comments

0 comments

Blogs » News » LOSING CONTROL

LOSING CONTROL

  • If you wish to understand control, think of a little child that is given a taste for drugs. As the drugs penetrate the body of the child, it becomes addicted; its whole being cries out for the drug. To be without the drug is so unbearable a torment that it seems preferable to die. Think of that image —the body has gotten addicted to the drug. Now this is exactly what your society did to you when you were born. You were not allowed to enjoy the solid, nutritious food of life—namely, work, play, fun, laughter, the company of people, the pleasures of the senses and the mind. You were given a taste for the drug called approval, appreciation, attention.

     

    I’m going to quote a great man here, a man named A. S. Neill. He is the author of Summerhill. Neill says that the sign of a sick child is that he is always hovering around his parents; he is interested in persons. The healthy child has no interest in persons, he is interested in things. When a child is sure of his mother’s love, he forgets his mother; he goes out to explore the world; he is curious. He looks for a frog to put in his mouth—that kind of thing. When a child is hovering around his mother, it’s a bad sign; he’s insecure. Maybe his mother has been trying to suck love out of him, not give him all the freedom and assurance he wants. His mother’s always been threatening in many subtle ways to abandon him.

     

    So we were given a taste of various drug addictions: approval, attention, success, making it to the top, prestige, getting your name in the paper, power, being the boss. We were given a taste of things like being the captain of the team, leading the band, etc. Having a taste for these drugs, we became addicted and began to dread losing them. Recall the lack of control you felt, the terror at the prospect of failure or of making mistakes, at the prospect of criticism by others. So you became cravenly dependent on others and you lost your freedom. Others now have the power to make you happy or miserable. You crave your drugs, but as much as you hate the suffering that this involves, you find yourself completely helpless. There is never a minute when, consciously or unconsciously, you are not aware of or attuned to the reactions of others, marching to the beat of their drums. A nice definition of an awakened person: a person who no longer marches to the drums of society, a person who dances to the tune of the music that springs up from within. When you are ignored or disapproved of, you experience a loneliness so unbearable that you crawl back to people and beg for the comforting drug called support and encouragement, reassurance. To live with people in this state involves a never-ending tension. “Hell is other people,” said Sartre. How true. When you are in this state of dependency, you always have to be on your best behavior; you can never let your hair down; you’ve got to live up to expectations. To be with people is to live in tension. To be without them brings the agony of loneliness, because you miss them. You have lost your capacity to see them exactly as they are and to respond to them accurately, because your perception of them is clouded by the need to get your drugs. You see them insofar as they are a support for getting your drug or a threat to have your drug removed. You’re always looking at people, consciously or unconsciously, through these eyes. Will I get what I want from them, will I not get what I want from them? And if they can neither support nor threaten my drug, I’m not interested in them. That’s a horrible thing to say, but I wonder if there’s anyone here of whom this cannot be said.

     

    Awareness
    Anthony de Mello

    ~

     

    UTRATA KONTROLI

     


    Jeśli chcecie zrozumieć, czym jest kontrola, wyobraźcie sobie małe dziecko, które nauczono zażywać narkotyki.

    W miarę jak narkotyk przenika ciało dziecka, uzależnia się ono od niego.

    Całym sobą domaga się narkotyku.

    Brak narkotyku staje się wielkim udręczeniem.

    Śmierć wydaje się czymś lepszym.

    Pamiętajcie o tym obrazie - ciało uzależnione od narkotyku.

    Dokładnie to właśnie uczyniło z was społeczeństwo, kiedy przyszliście na świat.

    Nie pozwolono wam cieszyć się konkretnym, wartościowym pożywieniem życia, jakim są: praca, zabawa, radość, śmiech, towarzystwo, przyjemności zmysłowe i umysłowe.

    Podano wam narkotyk, w którym zasmakowaliście.

    Narkotyk zwany: aprobatą, uznaniem, szacunkiem.


    Chcę tu zacytować wielkiego pisarza A. S. Neilla. Jest on autorem "Summerhill".

    Neill twierdzi, że chore dziecko poznać można po tym, że zawsze krąży wokół rodziców, a także po tym, że zainteresowane jest innymi osobami.

    Kiedy dziecko pewne jest miłości matki, zapomina o matce, wychodzi na zewnątrz i bada świat.

    Jest ciekawe.

    Szuka żaby i pakuje ją do buzi lub też wyczynia temu podobne rzeczy.

    Jeśli dziecko krąży wokół matki, jest to zły znak, nie czuje się bezpiecznie.

    Być może matka próbuje pozbawić go miłości, nie dać mu tyle wolności i wsparcia, ile ono potrzebuje.

    Być może na wiele subtelnych sposobów grozi, że go opuści.

    A więc pozwolono nam zasmakować wielu rozmaitych narkotyków: aprobaty, szacunku, sukcesu, bycia na samym szczycie, prestiżu, umieszczenia nazwiska w gazecie, potęgi, bycia szefem.

    Nauczono nas cenić sobie rolę kapitana zespołu, dyrygenta orkiestry itp.

    Kiedyśmy się już w tych narkotykach rozsmakowali, staliśmy się uzależnieni i zaczęliśmy się bać, że je utracimy.

    Przypomnijmy sobie poczucie braku kontroli, przerażenie na myśl o niepowodzeniu, popełnieniu błędu, o perspektywie krytyki.

    Staliśmy się tchórzliwie zależni od innych i straciliśmy wolność.

    Teraz inni ludzie posiadają moc uszczęśliwiania lub unieszczęśliwiania nas.

    Pragniesz tych narkotyków, ale nienawidzisz cierpienia, jakie się z nimi wiąże, czujesz się całkowicie bezradny.

    Nie ma minuty, żebyś - świadomie czy też nieświadomie - nie dostrajał się do reakcji innych, maszerując w rytm ich bębnów.

    Dobra definicja osoby przebudzonej: jest to osoba, która nie maszeruje w rytm bębnów społeczeństwa; osoba, która tańczy taniec wydobywający się z jej wnętrza.

    Kiedy nie uzyskasz aprobaty i jesteś ignorowany, doświadczasz samotności tak nieznośnej, że czołgasz się do ludzi i żebrzesz o przynoszący ulgę narkotyk zwany wsparciem, dodawaniem otuchy, odwagi.

    Życie z ludźmi w takim stanie wymaga nigdy nie kończącego się napięcia.

    "Piekło to inni" - powiedział Sartre. I jakie to jest prawdziwe.

    Trwając w takim stanie zależności, trzeba być zawsze w pełnej gotowości, nigdy nie wolno pozwolić sobie na luz.

    Trzeba żyć tak, by zaspokoić oczekiwania.

    Być z ludźmi oznacza życie w napięciu.

    Być bez nich oznacza udrękę samotności, ponieważ brakuje ci ich.

    Utraciłeś zdolność widzenia ich takimi, jakimi są w rzeczywistości i adekwatnego reagowania na ich ruchy, gdyż twoja percepcja przyćmiona jest potrzebą uzyskania narkotyku.

    Widzisz ich o tyle, o ile dają ci nadzieję otrzymania narkotyku lub stanowią groźbę jego utraty.

    Zawsze, świadomie czy nieświadomie, w taki właśnie sposób patrzysz na ludzi.

    Czy dostanę od nich to, czego chcę, czy też nie?

    A jeśli nie mogą oni dostarczyć narkotyku, przestają mnie interesować.

    Zabrzmi to strasznie, ale nie wiem, czy jest tu choć jedna osoba, do której to się nie odnosi.

    Przebudzenie

    Anthony de Mello